Motywacja

[Motywacja][bleft]

Aplikacje do nauki języków

[Aplikacje][bsummary]

Kursy Językowe Online

[Kursy][twocolumns]

Rozrywka w i o języku obcym

[Zabawne][grids]

Dzieci

[Dzieci][bsummary]

Recenzje

[Recenzje][twocolumns]

Zagraniczny kącik muzyczny

[kącik muzyczny][grids]
Obsługiwane przez usługę Blogger.

Czym jest Vocabulearn

Vocabulearn jest kursem zaprojektowanym do poszerzenia bazy obcojęzycznego słownictwa oraz poprawy wymowy ucznia. Nagrania są wykonane przez native speakerów.

-->
Kurs ten nie jest pełnym kursem języka. Nie porusza kwestii gramatyki, struktur językowych itd. Skupia się wyłącznie na słowach i zwrotach oraz idiomach. Sam wydawca zaznacza, iż kurs ten jest dopełnieniem nauki języka. Równolegle musi być realizowana conajmniej gramatyka języka docelowego.
Każdy uczeń wie, że dopiero po zapoznaniu się z mechanizmem języka, strukturami, gramatyką jest w stanie zacząć się komunikować i język rozumieć. Jednakże sama gramatyka to nie wszystko. Znając ją potrzeba słów by móc swobodnie korzystać z języka.
Vocabulearn to wspaniałe narzędzie, które jeśli wykorzystane mądrze, bardzo skutecznie może przenieść ucznia na wyższy poziom zaawansowania językowego.

Vocabulearn skłąda się 3 części. 
Każda część składa się z 3 godzin materiału audio, 2500 słów i zwrótów oraz krótkiej książeczki odpowiadającej nagraniom.
W sumie daje to 9 godzin nagrań i 7500 słów i zwrotów w języku docelowym.
Poziom pierwszy stanowi 2500 najczęściej używanych słów i zwrotów. Poziom drugi i trzeci odpowiednio wprowadzają bardziej skomplikowane terminy.

Nagrania podzielone są wg. rodzaju słownictwa, na: rzeczowniki, przymiotniki, przysłówki, czasowniki i zwroty.
Te z kolei podzielone są na dwie sekcje. Pierwsza część nagrania występuje w porządku - język angielski i jego obcojęzyczny odpowiednik, a część druga- obcojęzyczne słowo- a po nim jego angielskie znaczenie.
Zabieg ma na celu umożliwienie uczniowi ćwiczenie tłumaczeń w obie strony.

Kolejność słownictwa i zwrotów jest przypadkowa, tak jak występowanie różnorodnych terminów w realnej konwersacji. Ma to utrudnić naukę słownictwa, tym samym ją przyspieszając, ponieważ uczeń musi się bardziej skoncentrować podczas słuchania.

Po nagraniach występuje również pauza, w trakcie której można powtórzyć usłyszany wyraz/zwrot.

Kurs wykorzystuje Efekt Mozarta. W tle słyszymy muzykę, dzięki której łatwiej się skoncentrować i która to otwiera nasz mózg na informacje.

Dostępny w języku angielskim do nauki bardzo wielu języków.

A oto króka prezentacja opisywanego kursu, znaleziona na youtube. By the way, dla tych uczących się japońskiego, nawet utworzona została przez jednego z użytkowników youtube wersja Vocabulearn z 'fiszkami', no prawie.. tzn. slyszysz slowo - widzisz slowo ;)







Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

3 komentarze:

  1. Czytałam kiedyś o Efekcie Mozarta, jedni twierdzą, że to bzdura, inni, z pełną odpowiedzialnością, że to świetna metoda. Ja osobiście muzyki Mozarta nie lubię, wolę Vivaldiego :) Podobno powinno się słuchać muzyki klasycznej w ciąży :P to tak z ciekawostek :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O właśnie, też nie mam czasu na pełen shadowing, tylko fazę blind przerabiam w miarę regularnie. Próbowałam więc podczas czynności domowych realizowac Pimsleur, ale nie jest to wystarczająco satysfakcjonujące, a nawet zniechęcające. Muszę się zapoznac z Vocabulernem, może to coś dla mnie?
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. wiem, ze to nie na temat, ale chcialbym sie podzielic czyms dla mnie bardzo hmm.. ekscytujacym? :)


    zeszly tydzien spedzilem na "Washington Business Week" organizowanym przez przedstawicieli takich amerykanskich firm jak Boeing. Bylem tam 6 dni. zajmowalismy sie symulacja biznesu. Bylo tez 6 amerykanskich uczniow (od 17 do 19 lat). Jak mozna sie domyslic calosc byla prowadzona w jezyku angielskim (zajecia,przemowienia,rozmowy miedzy soba nawet z polskimi uczniami). codziennie o 6 rano wstawalem z lozka i az do 1 w nocy kiedy kladlem sie spac trzeba bylo rozmawiac po angielsku. taka poprostu byla zasada zeby Amerykanie tez cos mogli z naszych rozmow zrozumiec. Przechodzac do sedna sprawy chcialbym powiedziec ze ZADEN kurs NIE rowna sie temu, czego mozna sie tak naprawde nauczyc rozmawiajac na co dzien z rodowitymi Amerykanami (oczywiscie w przypadku innych jezykow tez to dziala :) ). Przez pierwsze 2 dni mialem dosc spore problemy z przyzwyczajeniem sie do angielskiego, przez co sie jakalem. Jednak gdy nadszedl wtorek poczulem sie hmmm.. conajmniej zajebiscie :D zaczalem swobodnie wypowiadac sie na prawie kazdy temat, a ilosc slowek ktorych sie nauczylem przez ten tydzien bez ZADNEJ pracy z ksiazka to chyba liczba z zakresu 30-40. Dodatkowo poprawilem nieco akcentowanie w poszczegolnych slowach no i prawidlowe ich wypowiadanie. Moglem sprawdzic sie czy dobrze stosuje czasy. No z czasami mialem male bledy, szczegolnie z past perfect i present perfect, ale gdy spytalem amerykanskich "przyjaciol" na czym polegaly moje bledy przestalem je popelniac (w tak duzym stopniu) :D. Dobra lekcja byly tez przemowienia (np ambasadora amerykanskiego w Polsce, ktory przemawial oczywiscie po angielsku, albo przemowienia przedstawicieli firmy Microsoft, tez oczywiscie po angielsku jak wszystkie inne przemowienia).

    takze jesli macie okazje wyjechac gdzies, porozmawiac z ludzmi poslugujacymi sie jezykiem obcym albo poprostu posluchac tego jezyka, nie zmarnujcie jej, bo to jest cenniejsze od JAKIEJKOLWIEK ksiazki :)

    OdpowiedzUsuń